Previous Page

Aktualności

W pogoni za marzeniami – wyprawa na motocyklu z Polski do Nowej Zelandii w ramach sponsoringu Sii
Strona główna Aktualności Newsy W pogoni za marzeniami – wyprawa na motocyklu z Polski do Nowej Zelandii w ramach sponsoringu Sii

W pogoni za marzeniami – wyprawa na motocyklu z Polski do Nowej Zelandii w ramach sponsoringu Sii

Przewiń w dół

18 lipca 2019

  • podziel się:

To już Twoja druga taka wyprawa motocyklowa – druga ze wsparciem Sii w ramach Sponsoringu Pasji. Jak to się wszystko zaczęło?

Łukasz Jastrząb, Business Analyst: Moja pasja do motocykli zaczęła się stosunkowo późno. Nie jestem tym typem, który zaczynał już od motorynki czy Simsona. Motocykl pojawił się dopiero z pierwszymi pieniędzmi po zakończeniu studiów. To ten czas, kiedy w każdym facecie siedzi jeszcze coś z buntownika, chęć pogoni za wolnością, z wiatrem we włosach i muchami w zębach. 😊 Kilka lat jeździłem więc na motocyklach szosowych, aż pewnego dnia trafiłem na serial dokumentalny ‘Long Way Round’. To opowieść o motocyklowej podróży dookoła świata znanego aktora Evana McGregora i jego przyjaciela Charleya Boormana. Pamiętam, jak oglądaliśmy wszystkie odcinki z Maćkiem, z którym pojechałem w pierwszą podróż, i tak właśnie się zaczęło. Chcieliśmy zrobić to samo. Zastanawialiśmy się, jak to powinno wyglądać w naszym wykonaniu i po kilku przegadanych weekendach urodził się plan Volta ao Mundo. Pojechaliśmy z Warszawy do Salvadoru w brazylijskim stanie Bahia, wprost na karnawał, pokonując przy tym 42 tys. km.

Po zakończeniu tamtej podróży, do Brazylii przyleciała Marta, moja ówczesna dziewczyna, a obecnie żona. Przez jakiś czas towarzyszyła mi jako pasażer, na tylnym siedzeniu. Ja w tym czasie nieustannie opowiadałem jej, jaki świat jest wspaniały z perspektywy motocykla. Tak powoli rodziła się u niej motocyklowa pasja i jednocześnie plany na wyprawę. Oboje marzyliśmy o odwiedzeniu Nowej Zelandii, nasz cel stał się więc jasny. Podczas naszej krótkiej podróży poślubnej powstał projekt Dream Catchers’ Journey, w ramach którego pragniemy zrealizować to nasze największe marzenie.

Co jest najciekawsze w takim podróżowaniu? Patrząc na niektóre zdjęcia z wyprawy, często nie należy to do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych. Więc dlaczego motocykl?

Ł.J.: Zawsze uważałem, że motocykl to perfekcyjne narzędzie do poznawania świata, ponieważ daje poczucie niesamowitej wolności i elastyczności. Motocyklem klasy adventure można pojechać praktycznie wszędzie, nie będąc jednocześnie ograniczonym rozkładem lotów czy pociągów. Wyprawy motocyklowe w dzisiejszych czasach nie są tak wymagające jak np. zimowa wyprawa na K2, ale parafrazując klasyka: jest pot i łzy, a bywa i krew. Oczywistą zaletą jest tutaj kwestia poznawania świata z jego bogactwem kultur, smaków i krajobrazów, ale to nie wszystko. Podczas takich długodystansowych podróży bardzo ciekawe jest również poznawanie samego siebie, kształtowanie charakteru i walka z własnymi słabościami. Być może zabrzmi to dziwnie, ale to również taka podróż po własnej głowie, która w zwykłej codzienności nie jest możliwa – nie w takim stopniu. Codzienne życie wypełnione jest rutyną, wiele czynności wykonujemy automatycznie w ciągłym biegu między pracą a domem, często myśląc o wielu rzeczach na raz. Mimo to wciąż pozostajemy w strefie komfortu, do której jesteśmy przyzwyczajeni, w której nauczyliśmy się poruszać. W momencie, kiedy decydujemy się to życie porzucić i zrobić od niego dłuższą przerwę, wszystko się zmienia. Pojawiają się nowe problemy: czy to techniczne czy organizacyjne, które trzeba rozwiązać w totalnie odmiennej kulturze, w warunkach zwiększonego stresu. Pojawiają się wymagające odcinki trasy, które mimo bólu, zmęczenia czy zimna trzeba pokonać, bo droga prowadzi wyłącznie w jedną stronę. Podczas takich podróży na motocyklu jest też dużo czasu na myślenie, więc można spojrzeć wstecz, analizując jakiś etap życia lub zaplanować kolejny.

Jesteś analitykiem biznesowym, związanym z Sii od ponad 9 lat. Czy Twój zawód pomaga Ci w realizowaniu takich przedsięwzięć?

Ł.J.: Zdecydowanie tak. Jeśli chodzi o pracę w branży IT, to pomaga tu na pewno kwestia zarobków. Szczęśliwie dla nas, pozwalają one na zgromadzenie oszczędności, które umożliwiają takie podróże. Kolejną ważną rzeczą jest poczucie pewności siebie, wynikające z dużego zapotrzebowania rynku na kompetencje, które posiadamy. To z kolei pozwala na dłuższą przerwę od obowiązków zawodowych przy zachowaniu w miarę spokojnej głowy o znalezienie zajęcia po powrocie. Mam ten komfort, że znalazłem firmę, z którą od lat współpracuje mi się świetnie, a do tego jest Program Sponsoringu Pasji, który w moim przypadku jest zbawienny. Sii jest naszym sponsorem, gwarantującym wsparcie finansowe, co jest szalenie ważne przy takich przedsięwzięciach. Osobiście utożsamiam się z wartościami, które wyznaje firma, a na przykładzie programu wsparcia pasji widać, że nie są to puste słowa, które fajnie wyglądają na plakatach w warszawskim metrze. Są to realne działania, które pozwalają na realizację ciekawych projektów niesamowitych ludzi, których w Sii nie brakuje.

Co w przygotowaniu takiej podróży i w samej podróży jest najtrudniejsze? Ile w tym planowania, a ile improwizacji w trakcie samej wyprawy?

Ł.J.: Są ludzie, którzy wyruszają w takie podróże bez większego przygotowania, ale zazwyczaj w końcu trafiają na brak możliwości przekroczenia jakiejś granicy, bo wcześniej nie załatwili np. wszystkich wymaganych dokumentów. Świat dzisiaj nie wygląda niestety tak, że można sobie po prostu zejść do garażu, odpalić motocykl i pojechać przed siebie. Trzeba wiedzieć, gdzie się jedzie i jakie wymagania formalne stawia nam każdy z krajów. Ja jestem też tym typem człowieka, który lubi planować. Nie muszę mieć dokładnego planu każdego dnia, ale lubię mieć generalny zarys tego, co zamierzamy zrobić i jakie etapy będą przed nami. To pozawala utrzymać motywację. Poza tym bardzo lubię czytać mapy, więc moja podróż rozpoczyna się jeszcze zanim wsiadam na motocykl.

Bardzo ważne jest przygotowanie techniczne i fizyczne. Trzeba znać swój motocykl oraz swoje ciało, jednocześnie będąc pewnym obu tych rzeczy. Znam kilka przypadków, gdzie plany wielkiej podróży już na samym początku pokrzyżowały awarie. To też oczywiście kwestia szczęścia, ale w moim odczuciu trzeba minimalizować takie ryzyka.

Nie da się jednak zaplanować wszystkiego, wiec oczywiście jest sporo miejsca na improwizację i w zasadzie trzeba być na to gotowym. Więc jeżeli ktoś ma problem z rzeczami, które pojawiają się niespodziewanie, może być to dla niego stresujące doświadczenie. Często też poznajemy innych podróżników lub zaprzyjaźniamy się z lokalną społecznością, od których dowiadujemy się o jakichś ciekawych miejscach, więc plany ulegają mniejszym lub większym modyfikacjom. Sytuacja na świecie też jest dynamiczna – i może się okazać, że gdzieś nas po prostu nie wpuszczą. Przykładowo podczas roku naszej podróży, zasady importu motocykla do Iranu zmieniły się dwa razy, blokując wjazd wielu motocyklistom. Często trzeba reagować na bieżąco.

Dream Catchers to projekt, który realizujesz wspólnie z żoną, Volta ao Mundo przejechałeś z kumplem. Widzisz jakieś różnice pomiędzy tymi wyprawami? 😊

Ł.J.: To dwie zupełnie inne wycieczki. W podróży z żoną czuje się na plecach dużo większą odpowiedzialność, a przez to częściej przychodzi zmęczenie psychiczne. Zdecydowanie łatwiej też o awanturę (śmiech). Oczywiście w obu przypadkach to gra zespołowa, gdzie zawsze możesz liczyć na partnera. Trzeba oczywiście dobrze wybrać i żonę, i kumpla (śmiech).

Gdybyś miał zachęcić tych, którzy teraz siedzą w fotelach lub za biurkiem, zafascynowanych Waszymi relacjami z podróży, co trzeba zrobić, żeby ruszyć z miejsca?

Ł.J.: Po powrocie będziemy spłukani,  więc chętni powinni zacząć od zaproszenia mnie na zimne piwko, a ja już im wszystko wtedy opowiem (śmiech). A tak całkiem serio, wierzę, że każdy z nas ma jakieś marzenia. Niestety, nie wszyscy przekuwają je w realne cele. Od tego należy zacząć. Trzeba wyznaczyć sobie w życiu cel i robić wszystko, aby go osiągnąć. Taka wyprawa to fajna sprawa, także ze względu na to, że zmienia podejście do życia. Zapewniam, że z podróży wraca się z zupełnie inna głową, wiele rzeczy można sobie przemyśleć, wiele przewartościować i poszerzyć myślowe horyzonty. W moim odczuciu to największa wartość takich wypraw.

Dream Catchers’ Journey to jeden z projektów realizowanych w ramach poprzedniej edycji Sponsoringu Pasji. Obecnie realizowanych jest około 10 projektów sportowych, technologicznych i kulturalnych. Wkrótce ruszy około 20 kolejnych z 5. edycji Programu.

To również może Cię zainteresować

podziel się ze znajomymi

[contact-form-7 id="8498" title="Share form PL"]