Inżynieria

Z życia KOMISZJONERA – Prolog

Listopad 2, 2015 5
Podziel się:

„Yyy… Komi… – co?!” – dam sobie rękę uciąć, że takie pytanie pojawiło się w głowach większości Czytelników. Zarówno tych, którzy zawędrowali na tę stronę z powodu tak wielkiego natłoku obowiązków w pracy, że nie wiedzą za co się zabrać (a jak nie wiadomo za co się zabrać, to zawsze najlepiej sprawdzić „co tam w internetach słychać”), albo też tych, którzy po dniu ciężkiej pracy relaksują się w domu z kuflem zimnego piwa w ręku (bądź wina, zależy co kto lubi).

Nie byłoby w porządku wobec Ciebie, Drogi Czytelniku, opisywanie życia tytułowego komiszjonera bez wyjaśnienia, kto to tak naprawdę jest i czym się zajmuje. A że jest to zajęcie niesamowicie ciekawe, postaram się Ciebie przekonać, zanim, dostatecznie znudzony trudami życia codziennego, zamkniesz okienko z tą stroną i wrócisz do swojego, niesamowicie ciekawego zajęcia, jak na przykład przeglądanie Kwejków, Demotów czy innych śmiesznych (hehe) obrazków.

Komiszjoner jest spolszczoną wersją angielskiego słowa commissioner, pochodzącą od pojęcia commissioning oznaczającego nic innego jak uruchomienie. A więc komiszjoner to po prostu ktoś, kto realizuje uruchomienia. (Być może pojawią się głosy oburzenia o kaleczenie naszego ojczystego języka takimi zapożyczeniami, ale wyobraź sobie w takim razie Drogi Czytelniku, jaką inną polską, nazwą moglibyśmy określić taką osobę? Uruchamiacz? -No nie bardzo… Uruchomieniowiec? – Zbyt poplątane… Zostańmy więc przy tytułowym określeniu, gdyż takie pojęcie stosuje się na całym świecie i raczej nikomu to nie przeszkadza 🙂 .)

Co w takim razie uruchamia tytułowy komiszjoner? Ano, maszyny. Jakie? Ano, przeznaczone do zainstalowania w fabrykach – od małych do ogromnych. Nawet takich, które produkują inne maszyny. My, komiszjonerzy z Sii, do tej pory zajmujący się uruchomieniami głównie maszyn na potrzeby branży motoryzacyjnej (Tak, tych maszyn produkujących inne maszyny, bo czyż nie można uznać samochodu za maszynę? :)), zaczynamy podbijać inne obszary szeroko określonego przemysłu. Ale o tym kiedy indziej, gdyż nie chcę byś, Drogi Czytelniku, zasnął teraz przed monitorem, a wytrwale dotrwał do końca tego, już nieco przydługawego tekstu.

Zastanawiasz się pewnie, po co opisywać życie kogoś, kto podchodzi do maszyny, podłącza „wtyczkę do gniazdka”, naciska przycisk START i gotowe? (Gdyż tak można często wyobrażać sobie pojęcie uruchamiania czegoś.) Otóż niestety nie wygląda to tak różowo. Taka (nawet najprostsza) maszyna zwykle potrafi składać się z dziesiątek (a nawet i setek) podrzędnych elementów (czujników, silników, siłowników, manipulatorów) i żeby taki, dajmy na to, Józek, Klaus czy inny John mógł później po prostu podłączyć tę wtyczkę i wcisnąć przycisk START (no i co by jeszcze ta maszyna robiła to, co ma robić, a nie tylko mrugać lampkami), to ktoś inny musi wcześniej określić zasady, jak to wszystko ma ze sobą współdziałać. Inaczej mówiąc: trzeba ją zaprogramować.

Po co więc ten cały cyrk z określaniem kogoś mianem komiszjonera? Nie można prościej? Programista? W sumie… można by. Jednakże będąc komiszjonerem, nie jesteś tylko programistą. Samo programowanie to tylko jeden z elementów – oprócz klepania kodu trzeba brać pod uwagę wiele innych rzeczy – zagadnień związanych z obszarami mechaniki, elektryki, robotyki, pneumatyki, hydrauliki…

No dobra, ale na początku tego tekstu wspomniałem, że jest to takie arcyciekawe zajęcie. Zapytasz: „A co, jeśli ktoś nie interesuje się robotyką czy tam elektroniką? Czy cokolwiek w życiu komiszjonera może być dla mnie ciekawe?”. Odpowiem: jak najbardziej. Bo życie komiszjonera, to nie tylko siedzenie na fabryce z kubkiem kawy przy laptopie i wklepywanie skomplikowanych algorytmów. To ciągłe odkrywanie czegoś nowego, podejmowanie co raz to nowych wyzwań, konieczność przekonywania innych do swoich racji, ale i też uwzględnianie racji innych. To wymyślanie jak uczynić życie swoje i innych możliwie jak najprostszym. Żywot komiszjonera to też życie w podróży, tułaczka po różnych zakątkach świata, umożliwiająca poznawanie wielu kultur, sposobów organizacji pracy, procedur. A po zakończonym dniu pracy poznawanie także smaków lokalnych kuchni, trunków, zwyczajów.

No i co? Prawda, że robi się ciekawiej? 🙂 Przekonaj się sam, czytając następne teksty – a te już niebawem.

Oceń ten post
Tagi:
Kategorie: Inżynieria
Krzysztof Kwiatkowski
Autor: Krzysztof Kwiatkowski
Inżynier Robotyki. Moim mottem życiowym jest stwierdzenie,iż nie ma rzeczy niemożliwych - wszystko da się przemyśleć, opisać oraz zaimplementować. Na co dzień zajmuję się programowaniem robotów przemysłowych oraz sterowników PLC, a także późniejszym ich uruchamianiem u klientów. Czas wolny poświęcam na zgłębianie tajników transportu szynowego oraz zagadnień związanych z piwowarstwem domowym.

Imię i nazwisko (wymagane)

Adres email (wymagane)

Temat

Treść wiadomości

komentarze(5)

avatar'
Staszek
3 listopada 2015 Odpowiedz

Nie może być po prostu wdrożeniowiec? Ewentualnie inżynier ds. wdrożeń.
A jakby chcieć trzymać się obcych wyrazów, to może być komisarz.

Dla porządku przytaczam definicję z Wikipedii:
A commissioner is, in principle, the title given to a member of a commission or to an individual who has been given a commission (official charge or authority to do something, the noun's second meaning).

Czyli chodzi o kogoś, kto został wyznaczony do wykonania zadania. Może być zatem delegat, wysłannik... Ale inżynier ds. wdrożeń wydaje mi się całkiem dobry.

"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa..."
Brzytwy Ockhama można użyć również wobec języka: po co tworzyć nowe słowa, skoro wystarczy dobrze poszukać wśród już istniejących?

    Blogersii.pl
    3 listopada 2015 Odpowiedz

    @Staszku, dziękujemy za komentarz, który dodałeś na naszym BLOGU. No właśnie, słowo klucz – blog. Pozwól, że wskażę na podstawowe cechy tej formy ekspresji: „personalny charakter treści”, „fakty nierzadko przeplatają się z opiniami autora”. Nie ma zatem lepszych sformułowań, niż te,które preferuje autor.

avatar'
Reksio Piesio
3 listopada 2015 Odpowiedz

Dzięki za wpis - nawet nie wiedziałem że jest taki zawód/zajęcie wykonywane. Dla mnie jesteś trochę jak szaman, cały zakład czeka w napięciu aż tchniesz "życie" w maszynę. :)

avatar'
Maciej
3 listopada 2015 Odpowiedz

Taka nazwa dobrze sprawdza się w organizacjach takich jak Sii, która zajmuje się dostarczaniem zarówno usług z obszaru IT oraz Inżynierii. Termin "wdrożeniowiec" jest powszechnie stosowane w IT, więc "komiszjoner" świetnie oddaje zarówno charakter pracy pracownika i obszar specjalizacji w jednym słowie.

Poza tym słowotwórstwo jest ważną cechą każdego społeczeństwa, które identyfikuje się językowo i wg. mnie jest zjawiskiem pożądanym, atoli powinna szanować cechy języka pisanego i mówionego.

Adam
3 listopada 2015 Odpowiedz

Witam,
Jestem BlogLederem tej kategorii.
Co do słowa Komiszjoner.

Ta część bloga, zarówno jeżeli chodzi o przedstawiony wyżej kącik jak i inne bardziej techniczne tematy, nie jest poświęcona ściśle IT. Autorzy którzy się tutaj pojawią są Automatykami/Robotykami. Skąd to magiczne słowo?
Jak łatwo się domyśleć od angielskiego commissioning co wg. tłumacza Google znaczy nie mniej niż więcej uruchomienie i właściwie oddaje ono to co większość z nas automatyków robi. My nie wdrażamy maszyn, my je "ożywiamy" :).
Być może bardziej poprawne było by użycie właśnie polskiego słowa, jednak określenie "komiszjoner", "komiszjoning" stało się niejako częścią naszego codziennego języka i jestem pewien że funkcjonuje nie tylko wśród nas automatyków w SII.
Zdaje sobie jednak sprawę że wszystkim dogodzić się nie da, jednak mam nadzieję że teksty tutaj zamieszczane będą skłaniały do dyskusji pod bardziej kątem treści a nie formy.

Zostaw komentarz