top-image
WSTECZ

W Sii rozwija swoją karierę i pasje – poznaj Emilię, testerkę IT, trenerkę i motocyklistkę Enduro

Emilia, Test Development Engineer z Sii Polska, od dziecka wiedziała 2 rzeczy: że będzie jeździć na motocyklu oraz pracować w branży IT. W Sii spełnia się i rozwija w obu tych obszarach. Wyróżnia ją pasja, ambicja, upór i żelazna konsekwencja. Od 2019 roku Emilia pracuje w Cetrum Kompetencyjnym Testing, gdzie jest odpowiedzialna za przekazywanie swojego doświadczenia testerskiego zespołom developerskim. W tym roku dostała także grant na rozwój swojej motocyklowej pasji z Programu Sponsoringu Pasji, w ramach którego rokrocznie firma przeznacza 500 000 zł na wsparcie swoich pracowników.

Wiele osób w Sii ceni Twoją wiedzę testerską i to, czym zajmujesz się w ramach Centrum Kompetencyjnego Testing. Jednak na co dzień nie testujesz, tylko uczysz innych. Opowiedz o tym.

Emilia Lendzion-Barszcz, Test Development Engineer: Mój zakres obowiązków może trochę dziwić osobę postronną, ale nie ma w tym nic przedziwnego, jedynie pragmatyka. Programiści – jak wiadomo – są odpowiedzialni za budowanie aplikacji dla biznesu. Kod traktują jak swoje wypieszczone dziecko, które rzadko się krytykuje, a bardzo kocha, obchodząc się z nim bardzo delikatnie. A później wchodzi tester, który chce zweryfikować, czy wymagania biznesowe zostały odpowiednio zaimplementowane oraz czy jakość kodu jest wysoka. I ten tester nie jest już wcale delikatny – bycie krytycznym to wręcz jego rola! Ogląda kod z każdej strony, szuka przede wszystkim błędów i niedociągnięć, patrzy z zupełnie innej perspektywy. Dlatego takie testerskie, surowe podejście jest przekazywane programistom, aby szybciej i sami wykrywali błąd już w trakcie pisania aplikacji czy przed przekazaniem jej dalej. Dzięki temu optymalizujemy koszty pracy i trzymamy wysoki poziom jakości. Im szybciej błąd zostanie wykryty, tym mniej zapłacimy za jego naprawę.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z testowaniem? Jaką ścieżkę musiałaś pokonać, żeby być tu, gdzie jesteś teraz?

E.L.-B.: Od dziecka wiedziałam, że wybiorę jedną z dwóch ścieżek: albo bycie na budowie, albo coś związanego z komputerami. W gimnazjum i liceum tworzyłam swoje pierwsze strony internetowe i naprawiałam komputery sąsiadów. Ale później na pierwszej posadzie pracowałam jako inżynier budowlany. Przy budowie bloków mieszkaniowych w Warszawie szybko pozbyłam się lęku wysokości, wspinając się po rusztowaniach na 11 piętro. Ogólnie dużo się nauczyłam na budowie i podczas montażu młynów zbożowych! Nic tak nie uczy życia i charakteru, jak praca w gronie doświadczonych budowlańców, gdzie musisz zasłużyć na ich szacunek, a nie patrzeć z pozycji kierownika. Bycie kobietą było lekkim utrudnieniem.

Po kilku latach jednak zdecydowałam się wrócić do IT. Z jednej strony kręciło mnie (i nadal kręci) programowanie. Z drugiej jakoś nie chciałam być programistką. Lubię detale i lubię myśleć bardzo nieszablonowo, więc zawód testerki pasuje do mnie idealnie.

Zanim zaczęłam pracę w tym zawodzie, rok  studiowałam zaocznie informatykę. Ale przekonałam się, że z moim podejściem nie nauczę się tam więcej niż sama mogłabym się nauczyć, praktykując. Zaczęłam więc pracę – najpierw z bardzo niewielkim doświadczeniem komercyjnym w małej firmie. A niedługo miną mi 2 lata w Sii! Moje podejście i wiara w siebie znajdują potwierdzenie – już sama przekazuję wiedzę innym, nawet w czasie gościnnych wykładów na Politechnice Warszawskiej.

Jak planujesz swoją dalszą karierę, w jakim kierunku zmierzasz?

E.L.-B.: Chciałabym iść w kierunku stanowiska Architektki. Choć bardzo lubię moją obecną pracę – sprawia mi dużą satysfakcję! Ale trzeba iść naprzód, rozwijać się i poszerzać horyzonty – architektka wydaje mi się naturalną drogą.

Poza pracą jesteś też bardzo aktywna zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnie. Opowiedz więcej o tym, co robisz w tzw. czasie wolnym.

E.L.-B.: Tak, jestem bardzo aktywna. Przede wszystkim dzielę się swoją wiedzą – uwielbiam to, od zawsze! Pamiętam, jak tłumaczyłam dzieciakom z klasy matematykę na ciasteczkach, a dokładniej na pieguskach z czekoladą i orzechami. Na scenie IT jestem aktywna już ponad 6 lat. Pierwszym moim wystąpieniem była prezentacja dotycząca API w Białymstoku podczas spotkania grupy BiałQA. Później sporo się udzielałam jako organizatorka hackathonu (w tym m.in. napisałam aplikację na zawody), współorganizatorka i wolontariuszka konferencji testerskich, czy też jako prelegentka na takich konferencjach jak EuroStar, TestWarez, Test:Fest i wielu innych. W 2019 roku byłam przewodniczącą rady programowej ConSelenium – konferencji dotyczącej automatyzacji. Do tej pory co jakiś czas prowadzę charytatywne warsztaty. Podczas ostatniego wsparliśmy budowę domu dla niechcianych zwierząt i start-up dla uzdolnionych dzieci, które nie mają możliwości rozwijać swojej kreatywności na co dzień. W Sii brałam udział w webinarze – jak to testerka – o potencjalnych błędach na rekrutacjach technicznych, zarówno z perspektywy rekrutera, jak i rekrutującego się.

A co się dzieje, jak kończysz aktywność zawodową?

E.L.-B.: Poza pracą moją pasją są motocykle! Uwielbiam adrenalinę, a daje mi ją Enduro – ekstremalna jazda na motocyklu po drogach szutrowych i asfaltowych, na długich dystansach. Taki trening w trakcie weekendu pozwala mi być skupioną i skoncentrowaną na pracy w trakcie tygodnia. Jasne, czasami deadline’y są porównywalnie ekscytujące, ale jednak to nie to samo.

Mój pierwszy motocykl kupiłam nic nie mówiąc rodzicom i tuż po zakupie przyjechałam nim do domu. Wtedy dowiedziałam się, że moja mama szalała na motocyklu w latach swojej młodości!

Czyli genów nie oszukasz. A jak zaczęła się pasja do jednośladów?

E.L.-B.: Od 9 roku życia wiedziałam, że będę jeździła na motocyklu. Gdy widziałam mojego starszego brata, jeżdżącego na motocyklu dziadka, też chciałam już prowadzić, ale jednoślad był trochę za ciężki. W momencie, gdy dostałam pierwsze stypendium naukowe, lekko się wahałam, czy kupić wymarzony samochód z dzieciństwa (błękitny Ford Escort), czy motocykl. Pragmatyzm wygrał i auto zostało zakupione jako pierwsze. Ale już po 3 latach zdałam prawo jazdy kategorii A i kupiłam motocykl szosowy – Suzuki GS500F – niebieską strzałę. Piękny motocykl! Kupiony specjalnie ze względu na podobieństwo do ścigaczy. Bardzo zwinny i przyjemny pojazd. Dzięki niemu nauczyłam się pokory i techniki jazdy na torze. Kolejnym był już motocykl sportowy – czerwona strzała – CBR 600 F4i. Piękne wspomnienia, gdy jedziesz po torze i czujesz przyjemną adrenalinę… Jednak na nim poczułam, że mi mało: nie prędkości, tylko wrażeń. Wtedy pojawił się pomysł jazdy w Enduro i XT600.

Pamiętam, jak na samym początku jeździłam przez 15 min po prostej drodze piaszczysto-szutrowej o długości 100 metrów tam i z powrotem, nie więcej niż 30km/h. Te 15 minut wystarczyło, by wiedzieć, że to jest to. Poziom adrenaliny – wysoki, do tego strach, radość, euforia! Tyle emocji. Wtedy już wiedziałam, że w tym chcę się dalej rozwijać. Od tego czasu na zloty motocyklowe przyjeżdżałam już z motocyklem na przyczepce, ponieważ moimi oponami były kostki (opony do jazdy off-roadowej). W momencie, gdy jeździsz na takich oponach po asfalcie musisz je częściej wymieniać, a tanie nie są.

Potem motocykl stał się za ciężki, więc zmieniłam na BMW F650GS. Okazało się, że ten motocykl był całkiem ok, środek ciężkości miał nisko, jednak… to nie było to. I tak zmieniłam go na kolejny pojazd: DRZ400E. To była naprawdę duża zmiana! Odważniej brałam udział w zawodach, takich jak Rajd Tukan czy Rajd Pałuk. Czy je wygrywałam? W mojej opinii tak, bo często te zawody to jest walka z samą sobą. Gdy widzisz stromy podjazd i zastanawiasz się, jak to w ogóle jest możliwe, aby ktoś tam wjechał, po czym zaraz jesteś na górze – to jest to. To jest to uczucie, gdy wiesz, że możesz dużo i tylko Ty się możesz ograniczyć! Nic i nikt więcej!

W ostatniej edycji Programu Sponsoringu Pasji dostałaś grant na rozwój swojej pasji motocyklowej. Na co go przeznaczysz?

E.L.-B.: Fajnie, że Sii wspiera rozwój swoich pracowników również w tematach bezpośrednio niezwiązanych z pracą! Mój grant mocno mnie wesprze w nauce i zdobywaniu doświadczeń – zarówno udział w międzynarodowych zawodach, jak i treningi w Polsce nie należą do najtańszych. Nie wspominając już o logistyce.

Ja cały czas się uczę. Podczas płatnych treningów, gdzie firmy mają specjalne tory do Hard Enduro, przełamuję swoje strachy, nabywam pokory oraz niedowierzam, że jestem w stanie skoczyć, gdy jeszcze 2 lata temu nie było to takie realne. Ale można się również rozwijać czerpiąc wiedzę z darmowych materiałów, np. filmików z YT, gdzie Graham Jarvis lub Tadeusz Taddy Błażusiak wykonują swoje tricki. Oglądam takie filmy i później staram się powtórzyć to raz w tygodniu na torze.

Wstępnie moje plany dotyczą szkoleń w Enduro Kosiance Boruty na Podlasiu, u niezastąpionego zawodnika Zenona Boguszewskiego. To człowiek po 60-tce, który aktywnie jeździ na motocyklu, nagrywa filmiki o PRL-u na YT oraz wciąż szkoli młodych adeptów Enduro. Kolejnym miejscem jest szkoła Marcina Spirowskiego Enduro Expert School. Odnośnie zawodów mój plan jest następujący: Rajd Tukan, Bośnia Rally oraz EnduroRally24. Wszystkie rajdy są rajdami na wytrzymałość. Dodatkowo wzięłam udział 2 razy w Cross-Country. Cross-Country to zawody z jazdy przełajowej na zróżnicowanym terenie, gdzie jeździsz np. 1 godzinę. Nastawione są bardziej na wytrzymałość niż sprint. Jedni zrobią 8 kółek po torze, inni 3 w tym samym czasie.

Na zdobywanie doświadczeń wykorzystam też urlop, bo w planach mamy z mężem już po raz 4. wyjazd do Albanii: spanie na dziko z widokiem na piękną rzekę lub na dolinę, przejazd 500 m w ciągu 3 godzin… Albania nie należy do łatwych, ale jest piękna i każdy znajdzie tu coś dla siebie! W ogóle myślałam, czy by nie rzucić wszystkiego i nie zostać przewodnikiem offroadowym po Albanii! 🙂

Z czego jesteś najbardziej dumna jako pasjonatka Enduro?

E.L.-B.: Dumna jestem z każdego kilometra przejechanego w trudnym terenie. Jazda na torze Hard Enduro jest niezwykle ciekawa, oprócz techniki liczy się również koncentracja i szybkość. Ułamek sekundy i możesz mieć niekontrolowany lot. Jest to sport ekstremalny, ale dzięki odpowiedniemu zabezpieczeniu, technice i treningom czerpię z niego czystą przyjemność – również z ogromnego zmęczenia, które Enduro mi daje. Mam też dziką satysfakcję z przejechanych tras: ja amatorka biorę udział w tych samych zawodach, co profesjonaliści, jadę tą samą trudną drogą i daję radę! Zresztą ten sport daje całą gamę emocji: od strachu po ekscytację. Od poczucia bycia niezwyciężonym do padania na twarz ze zmęczenia. To też jest ten sport, który powoduje, że cieszę się małymi rzeczami i doceniam czas tu i teraz. Po intensywnym dniu pracy wyjście na trening jest dla mnie ekstremalną formą leniuchowania, gdzie odcinam się od wszystkiego i 100% skupienia otrzymuje technika i tor jazdy.

Można Cię spotkać gdzieś podczas treningu?

E.L.-B.:  Najczęściej są to Kosianka Boruty, Przywidz lub Grodzisk Mazowiecki. Jeśli ktoś ma ochotę się ze mną skontaktować, porozmawiać na temat Enduro albo testowania IT, zapraszam na mój LinkedIn lub Facebook. Dodatkowo prowadzę też grupę na Facebooku „Baby na motóry”, która jest skierowana do kobiet jeżdżących w OFFie.

Emilia Lendzion-Barszcz jest jedną z kilkunastu osób-beneficjentów ostatniej edycji Programu Sponsoringu Pasji Sii Polska, w którym firma wspiera swoich pracowników w realizacji prywatnych zainteresowań i projektów z nimi związanych. Chcesz być jednym z nich, dołącz do nas – zapoznaj się z ofertami pracy.

Może Cię również zainteresować

Pokaż więcej newsów

Bądź na bieżąco

Zapisz się do naszego newslettera i otrzymuj najświeższe informacje ze świata Sii.

ZATWIERDŹ

This content is available only in one language version.
You will be redirected to home page.

Are you sure you want to leave this page?

Einige Inhalte sind nicht in deutscher Sprache verfügbar.
Sie werden dann auf die englische Sprachversion der Website weitergeleitet.

Möchten Sie fortsetzen?