Żyjemy w tak szczególnych czasach dla naszej branży, że chyba każdy aspirujący Project czy Program Manager niejednokrotnie spotkał się z magicznym pytaniem: „No dobrze, ale jakie posiada Pan/Pani certyfikaty, które potwierdzają Pana/Pani umiejętności?”. W ofertach pracy kryterium certyfikatu branżowego świeci się jak bożonarodzeniowe lampki – niby obowiązkowe, na pewno mile widziane, choć dla wielu wyłącznie dla dekoracji i jedynie od święta.
Zasadnicze pytanie brzmi – czy faktycznie warto spędzić nieraz dziesiątki godzin, wydać tysiące złotych, obgryźć z przedegzaminowego stresu wszystkie paznokcie i pozbyć się resztek włosów na głowie (lub dla tych obdarzonych raczej bujniejszą czupryną – osiwieć), aby wywalczyć to często wyłącznie wirtualne zaświadczenie o naszych kwalifikacjach i kompetencjach?
Czy certyfikaty branżowe, zwłaszcza w IT, nie przypominają trochę prawa jazdy? W praktyce obowiązkowo powinniśmy je posiadać, jeśli chcemy nazywać się prawdziwym kierowcą – ale ile razy faktycznie musimy go użyć, okazać je lub wykorzystać jako argument w dyskusji?
W tym artykule chciałbym przyjrzeć się certyfikacjom dla Project Managerów z kilku perspektyw:
- Czy certyfikaty faktycznie otwierają drzwi? A może są tylko modnym dodatkiem i opcjonalnym krokiem w karierze?
- Jak dobrze wybrać – PMP, PRINCE2, AgilePM, SCRUM, SAFE, a może coś zupełnie innego?
- Czy inwestycja w certyfikację się zwraca – finansowo i zawodowo?
- Wreszcie – czy certyfikat wystarczy, czy potrzebujesz czegoś więcej, by być świetnym PM-em?
Na te oraz inne pytania postaram się odpowiedzieć z punktu widzenia kogoś, kto większość certyfikacyjnych batalii na ten moment ma już za sobą. Celem tego artykułu jest próba przekazania wiedzy, wskazówek i doświadczenia zarówno aspirującym PM-om, jak i weteranom starej szkoły, z tysiącami godzin prowadzenia projektów na karku. Zaczynajmy!
Złoty bilet czy fanaberia HR?
Przygotowując się do napisania tego artykułu, musiałem wykonać na sobie swoisty karierowy rachunek sumienia. Zarządzaniem projektami, a później programami, zajmuję się zawodowo od 10 lat. Moje poprzednie doświadczenie w branży IT bazowało głównie na szeroko pojętym Service Managemencie (w ujęciu typowo ITIL-owym). Myślę, że to właśnie praca w Operacjach spowodowała moją absolutną wręcz chęć przesiadki do obszaru Build/Projektowego. Praca na zmiany, w święta, zarządzanie krytycznymi incydentami w środku nocy w wigilię, dostępność pod telefonem nieraz 7 dni w tygodniu („bo a nuż wpadnie nam jakaś P1, a Ty jesteś ogarnięty”) – tego wszystkiego PM-owie z reguły mogą uniknąć.
Zawsze podziwiałem świetnie zorganizowanych Project Managerów, którzy jak rycerze w lśniącej zbroi wprowadzali w organizacjach, dla których pracowałem, spektakularne zmiany. Tworzyli coś nowego, byli w stanie ukierunkować ludzi, czas i zasoby w konkretną stronę, żeby uzyskać tę mityczną, prawdziwą wartość dodaną. Dlatego naturalnym dla mnie było od samego początku to, że poprzez ciężką pracę, certyfikację, doświadczenie i powolną ewolucję chciałem zostać jednym z nich. Zostałem. Nigdy nie żałowałem tej decyzji. Mając ten nostalgia trip za nami – przejdźmy do rzeczy.
Pierwsze kroki
Od samego początku naszej profesjonalnej kariery środowisko daje nam do zrozumienia, że są pewne kryteria, które musimy spełnić, chcąc tytułować się pełnoprawnym Project Managerem. To nie tylko zrozumienie działania mechanizmów zarządzania projektami, ale też ogrom pracy włożonej w często niefunkcyjne/niebezpośrednie i bezpośrednie zarządzanie ludźmi, budżetami, ryzykiem, czasem i zadaniami zespołów projektowych.
Początkujący Project Manager organicznie uczy się tych wszystkich umiejętności, po prostu wykonując swoją codzienną pracę – czy to w formie shadowingu starszych stażem PM-ów, czy na stanowiskach juniorskich.
Może to zabrzmieć kontrowersyjnie, ale według mnie najważniejsze na starcie wbrew pozorom są po prostu szczęście oraz stworzenie sobie warunków do otrzymania szansy, aby rozwinąć skrzydła i spróbować swoich sił w nowej roli. A już w ogóle najlepiej, gdy te siły są odpowiednio ukierunkowane i pielęgnowane przez naszych mentorów. Nie zapominajmy – zarządzanie projektami to 1% zadań administracyjnych, a w 99% kontakt z i adekwatne zarządzanie ludźmi. Projekty to ludzie, więc to oni powinni być zawsze i na zawsze naszym priorytetem, niezależnie od branży i dziedziny.
Oczywistym jest, że na starcie nie jesteśmy w stanie pochwalić się nie wiadomo jak dużym dorobkiem związanym z profesjonalną certyfikacją. Wybór szkoleń i egzaminów jest ogromny. Żeby nawet spróbować podejść do części z nich, musimy mieć już spory, udokumentowany dorobek w zawodzie.
Project Manager bez „papierka”?
Tu pojawia się pierwsze pytanie: Czy Project Manager bez „papierka”, to dalej prawdziwy Project Manager? Odpowiedź jest prosta – oczywiście, że tak. Analogicznie moglibyśmy nie dopuszczać do stanowisk seniorskich ludzi bez wyższego wykształcenia w danej dziedzinie – w dzisiejszych czasach byłoby to absurdalne. Jedni z najlepszych ekspertów, jakich znam – Architekci, Program Managerowie, Senior Developerzy, a nawet People Managerowie – to ludzie, którzy niekoniecznie kończyli kierunkowe studia. Są świetni, w tym co robią, bo włożyli w swoją pasję setki, jak nie tysiące godzin – i żaden dokument tego nie zmienia. Może to jedynie ugruntować.
Certyfikacje, niezależnie od stopnia i dziedziny, są namacalnym, rozpoznawalnym na całym świecie potwierdzeniem naszych umiejętności. Na papierze. Są też często wymogiem lub segmentem „mile widzianym” przy wielu rekrutacjach.
Z własnego doświadczenia wiem, że stanowią bardzo mocną kartę przetargową na rozmowach kwalifikacyjnych. Prawdę powiedziawszy – głównie wtedy. Na każdej rozmowie kwalifikacyjnej byłem pytany o moje certyfikaty – a posiadam ich całkiem rozsądny zestaw. Nie przypominam sobie natomiast ani jednej sytuacji, gdy ktoś przydzielając mi projekt lub pytając mnie o radę, wspomniał choćby słowem o moim „papierkowym portfolio”.
Nie zmienia to faktu, że poważne dokumenty jak PMP, PRINCE, AGILE, SAFE, SCRUM (bo na tych skupia swoją uwagę nasz projektowy półświatek) robią wrażenie w CV. Pamiętajmy też, że certyfikat to potwierdzenie nie tylko dla innych, ale też dla nas – włożyliśmy pracę, czas, energię i pieniądze, aby posiąść specjalistyczną wiedzę, niedostępną dla innych. Nasz rozwój, a nie walidacja otoczenia, powinna być zawsze na pierwszym miejscu, gdy myślimy o rozszerzeniu naszego zaplecza szkoleniowego. Mimo, że część treningów jest dostępna dla każdego, to ukończenie ich świadczy o determinacji i kierunku, w jakim rozwija się dany profesjonalista.
Owe certyfikaty nie są natomiast i nigdy nie będą jedynym wyznacznikiem jakości prawdziwego Project Managera. Niezależnie, ile skrótów i odznak dodamy po swoim nazwisku na LinkedIn.
PMP, PRINCE2, AgilePM – alfabet sukcesu czy menu w restauracji fusion?
Na pewno nieraz, a zwłaszcza na samym początku Waszej projektowej podróży, zastanawialiście się, co kryje się za tymi wszystkimi chwytliwymi akronimami i nazwami certyfikatów. Na czym tak naprawdę bazują i w jaki sposób będziemy w stanie skorzystać z wiedzy zdobytej czy to poprzez szkolenie, czy przez sam kontakt z ludźmi je prowadzącymi i innymi uczestnikami? Czy jeden certyfikat jest „lepszy” od drugiego? Czy istnieje właściwa sekwencja zdobywania kolejnych orderów, niczym hierarchia odznaczeń i baretek przyszytych do żołnierskiego munduru?
Odpowiedź na to pytanie jest niejednoznaczna. Jak mawia klasyk: „Jeden rabin powie tak, drugi powie nie”. Z jednej strony, oczywiście bierzemy pod uwagę stopień trudności i obszar, którym zajmuje się dane szkolenie/ścieżka egzaminacyjna, dopasowujemy je do własnego doświadczenia, ale też zasobów czasowych i finansowych. Z drugiej zaś strony, często spotykałem się z przypadkami, gdy dany PM wybierał dane szkolenie, bo „po prostu takie było dostępne”.
Rzeczywistość w firmach, dla których pracujemy jest różna, dlatego i różne są ścieżki zdobywania upragnionych medali. Jedno jest pewne – wybór danego szkolenia powinien być w pełni świadomy, abyśmy mogli zmaksymalizować potencjalny z niego zysk – czy to w postaci rozwoju w deklarowanym kierunku, awansu, zmiany pracy, czy po prostu chęci stania się bardziej dojrzałym i świadomym Project Managerem.
Sektory i programy
Spośród wielu liczących się na rynku certyfikacji dla Project Managerów, głównie ze względu na zastosowaną metodykę, wyróżniamy zasadniczo 3 sektory i zawarte w nich programy, a są to:
- Sektor Waterfall/Predictive
- PMP (Project Management Professional)
- Prince2 (Projects In Controlled Environments)
- IPMA (International Project Management Association)
- Sektor Agile
- PMI-ACP (Agile Certified Practitioner)
- CSM (Certified Scrum Master)
- PSM (Professional Scrum Master)
- AgilePM
- Sektor Hybrydowy/Strategiczny
- SAFe (Scaled Agile Framework)
- Lean Six Sigma
- MoP (Management of Portfolios)
Oczywiście, istnieją dziesiątki mniejszych lub większych ścieżek oprócz tych wyżej wymienionych. Uważam jednak, że powyższe portfolio to niezatapialna i niepodważalna baza wiedzy dla każdego, niezależnie w którą stronę chcielibyśmy pokierować naszą karierą (i naszymi projektami, rzecz jasna).
Poniżej znajdziecie krótkie omówienie moich Top Picks z każdego sektora, czyli trzech kompletnych ścieżek certyfikacyjnych, które naprawdę robią różnicę zarówno w krótkim, jak i długim horyzoncie naszego rozwoju. Analogia do tendencji inwestycyjnych jest nieprzypadkowa – uważam osobiście, że cierpliwie dokładając cegiełkę po cegiełce do naszego rozwoju, tworzymy spektakularne portfolio instrumentów, które zaowocuje zarówno dużą stopą zwrotu na przyszłość, jak i finalnie spokojniejszym snem inwestora. Złota zasada inwestowania – pamiętamy o dywersyfikacji!
PMP – Project Management Professional
- Nazwa: PMP – Project Management Professional
- Stopień trudności (1-3): 3
- Cena autoryzowanego szkolenia: Około 3500-4500 PLN
- Cena samego egzaminu: Około 550 USD
- Wymagania do egzaminu: Udokumentowane 35h szkoleń, tzw. Contact Hours oraz 3-5 lat udokumentowanego doświadczenia w zarządzaniu projektami, w zależności od stopnia wykształcenia
Pokuszę się o stwierdzenie, że w świecie korporacyjnym nie ma nikogo, kto nie wie czym jest PMP. Święty Graal certyfikatów dla Project Managera. The GOAT. Zwieńczenie wielu lat ciężkiej pracy, szkoleń, nabywania doświadczenia, sukcesów i porażek. Nie bez powodu jest najbardziej rozpoznawalnym certyfikatem Project Managerskim na świecie. W Polsce posiada go zaledwie około 4000 osób.
PMP to Paszport Polsatu XXI wieku. Zarówno szkolenie jak i egzamin opierają się na umiejętnościach, najlepszych praktykach, ludziach, przywództwie i technikach. W przeciwieństwie do PRINCE2, który jest zdecydowanie bardziej proceduralny i niejednokrotnie nazywany gotową „formatką” do projektów, PMP uczy nas myślenia jak rasowy PM, reagowania w sytuacjach podbramkowych i stawiania swoich interesariuszy i współpracowników ponad wszystko – zwłaszcza w nowej wersji programu.
Jeśli chodzi o stopień trudności – nie ma żartów. Zarówno szkolenia, jak i sam egzamin są trudne, długie i męczące. 180 pytań na egzaminie również działa na wyobraźnie – tylko część to pytania jednokrotnego wyboru. Ciężko nie wspomnieć o aspekcie finansowym – zarówno szkolenie, jak i egzamin są jak na polskie standardy horrendalnie drogie. Da się temat po części obejść, szkoląc się samemu – tę ścieżkę wybrałem ja – ale dla kogoś stosunkowo nowego (z kilkuletnim stażem) w świecie zarządzania projektami może być to lekkie zderzenie ze ścianą. Do tego dochodzi kwestia recertyfikacji co 3 lata – w o wiele niższej, na szczęście, cenie.
Podsumowując – PMP to mój absolutny faworyt, jeśli chodzi o ścieżki certyfikacyjne – jest wystarczająco trudny, daje ogrom satysfakcji zarówno z nauki, przygotowań, a zwłaszcza zdobycia noty „Above Target” we wszystkich działach na egzaminie. Nie jest to przejażdżka dla początkujących, raczej zwieńczenie pewnego etapu kariery. Polecam z czystym sumieniem.
AgilePM Foundation
- Nazwa: AgilePM Foundation
- Stopień trudności (1-3): 1
- Cena autoryzowanego szkolenia: 1000-2500 PLN
- Cena samego egzaminu: Około 1000 PLN
- Wymagania do egzaminu: Brak
Mam wielki sentyment do szkolenia i certyfikatu AgilePM. Częściowo przez to, że był chyba moim pierwszym certyfikatem z zarządzania projektami, a częściowo przez to, że jest naprawdę przystępną i łatwą do połknięcia pigułką wiedzy o świecie Agile.
Zwinne zarządzanie projektami (wciąż, po tylu latach brzmi to dla mnie fatalnie) ugruntowało swoją dominującą pozycję na rynku i wśród największych nawet firm panuje przekonanie, że „Agile is the way to go”. Nawet oldschoolowy kiedyś PMP jest teraz hybrydą podejścia predykcyjnego i zwinnego. Wielu weteranów zapewne zgodzi się ze mną, że doktryna Agile nie ma czasem ani przełożenia, ani odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale mimo to jest wybierana jako wiodąca. Na te i inne dywagacje na temat bezsensowności strategii naszych możnowładców zostawmy sobie jednak miejsce przy automatach do kawy.
AgilePM Foundation to świetne wprowadzenie w Manifest Agile, podstawowe zwroty, pojęcia, techniki i sposoby rozwiązywania problemów w zwinnym świecie zarządzania projektami. W tym ujęciu koncentrujemy się na tworzeniu wartości biznesowej, jasnej definicji ról w projekcie, elastycznym planowaniu, ale i zarządzaniu ryzykiem.
Co chyba najlepsze, AgilePM nie wyklucza współistnienia innych metodyk i bardzo dobrze radzi sobie w towarzystwie swoich gigantycznych kuzynów – jak PMI-ACP, PRINCE2 czy PMP właśnie. Szkolenia są bardzo przystępne, nie wymagają wcześniejszego przygotowania, a jedynie ogólnej wiedzy o Project Managemencie. Test jednokrotnego wyboru, 50 pytań, 40 minut. Tylko tyle i aż tyle. Tylko, bo to naprawdę przystępna opcja na start i wdrożenie w poważniejsze certyfikacje. Aż, bo otwiera nam bardzo dużo ścieżek i wyborów – wyłącznie do nas należy decyzja, którą wybrać. No i oczywiście cena – to jedno z tańszych szkoleń, często refinansowanych przez pracodawcę – warto z niego skorzystać, jeśli tylko jest dostępne.
SAFe 6.0 – Scaled Agile Framework
- Nazwa: SAFe 6.0 – Scaled Agile Framework
- Stopień trudności (1-3): 3
- Cena autoryzowanego szkolenia: Od 3000 PLN
- Cena samego egzaminu: Wliczony w cenę szkolenia
- Wymagania do egzaminu: Brak formalnych wymagań, mocno polecam jednak mieć już doświadczenie w tematyce
Numer trzy to gratka dla koneserów, wyjadaczy i weteranów – SAFe – czyli trening Leading SAFe i certyfikat SAFe Agilist. Szkolenie Leading SAFe to kompendium wiedzy i narzędzi do skalowania i wdrażania kompleksowej metodyki Agile na skalę przedsiębiorstwa, głównie w średnich i dużych organizacjach. To naprawdę solidna i uporządkowana dawka wiedzy i mechanik, które mogą nam pomóc kształtować i zmieniać zarówno świadomość ludzi, jak i tworzyć dynamicznie wzrastającą wartość biznesową na bardzo dużym obszarze działania. To taki Agile po rocznej dawce sterydów.
Na przestrzeni całej mojej kariery miałem przyjemność pracować w metodyce SAFe i widzieć jej efekty – natomiast droga do miana organizacji działającej w metodyce Scaled Agile jest długa i wyboista – wymaga też niekiedy zmiany o 180 stopni w kulturze i nawykach organizacji. Cena kursu, jak dla mnie, jest adekwatna do zawartej w szkoleniu i egzaminie wiedzy, a sam egzamin to pytania jedno- i wielokrotnego wyboru. Mimo, iż formalnie nie potrzebujemy mieć doświadczenia, aby podejść zarówno do szkolenia jak i egzaminu – zdecydowanie polecam zostawienie tej ścieżki certyfikacyjnej na moment, gdy już oswoimy się z bardziej podstawowymi treningami i egzaminami.
Przemyślenia
Podane przeze mnie przykłady szkoleń i ścieżek egzaminacyjnych to wierzchołek góry lodowej. Temat rozwoju osobistego w branży IT (i nie tylko) pod kątem zarządzania projektami jest wręcz nieskończony. Od szkoleń miękkich, przez drogi mocno techniczne, na kompleksowych, ogromnych programach kończąc – słowem, mamy w czym wybierać.
Pamiętajmy o jednym kryterium, które towarzyszyło mi, a które powinno towarzyszyć każdemu przy doborze certyfikacji pod siebie – myślmy przyszłościowo. To, że aktualnie dane szkolenie jest na topie, nie znaczy, że będzie pasowało do naszej roli lub pomoże nam rozwinąć skrzydła. Uważnie przestudiujmy wszystkie aspekty potencjalnych ścieżek i wybierzmy tę odpowiednią dla nas. Pamiętajmy też – bądźmy elastyczni – najlepszym tego przykładem jest powolne przechodzenie z metodyk Waterfall w Agile w ostatnich latach. Jaka będzie przyszłość certyfikacji dla Project Managerów – tego nie wiemy, ale jedno jest pewne. Project Manager bez ścieżki ciągłego rozwoju to jak Sprint w Waterfallu. Niby działa, ale sukcesu nie wróży…
Certyfikat w ręku – sukces w kieszeni?
Omówiliśmy w szczegółach sens certyfikacji, różne spojrzenia na to zagadnienie, plus przyjrzeliśmy się dokładnie zarówno dostępnym przykładowym ścieżkom szkoleniowym, jak i pewniakom, które gwarantują progres w naszej karierze i zrozumieniu świata Project Managementu. Nie pozostało nic innego jak tylko spróbować odpowiedzieć na nurtujące nas od samego początku pytanie – czy to się opłaca? Przyjrzyjmy się dwóm głównym potencjalnym kryteriom zwrotu z inwestycji: finansowym i niematerialnym.
Aspekt finansowy
Pierwszy obóz to zysk czysto finansowy. Po zainwestowaniu nieraz zatrważających sum w szkolenia, materiały i wreszcie sam egzamin oczekujemy przecież gratyfikacji w postaci wyższej pensji, awansu (lub jego możliwości), czy potencjalnej zmiany stanowiska, firmy. Tutaj mam dla Was dobrą i złą wiadomość.
Dobra to taka, że zarówno raporty statystyczne portali typu Glassdoor, Payscale, jak i akredytowane badania rynkowe, przeprowadzane przez chociażby Project Management Institute wskazują jednoznacznie. Project Managerowie z poważną certyfikacją (pokroju PMP czy PMI-ACP) mogą liczyć nawet na 30-40% wyższe wynagrodzenie niż koledzy po fachu bez podobnego zaświadczenia o umiejętnościach. W Polsce różnice są nieco mniejsze, bo i skala zarobków jest mniejsza, natomiast w ujęciu globalnym i zarobkach w obcej walucie, 30-40% to przepaść.
Z drugiej strony, jest też ta gorsza wiadomość. Żeby więcej zarabiać, awansować, zmienić stanowisko, firmę, czy w ogóle przejść „na swoje” – potrzeba sporo pewności siebie, determinacji i wiary we własne umiejętności i możliwości. Możecie wydać nieskończenie wiele pieniędzy na akredytowane szkolenia i nadal tkwić w tym samym miejscu, często przez brak szczęścia, okazji do wybicia się lub różnych innych prywatnych okoliczności.
Na dobrą sprawę jednak, wszystkie ścieżki certyfikacyjne, jakie omówiliśmy, mają jeden wspólny mianownik – skupiają się w takim samym stopniu na zrozumieniu procesów, umiejętnościach technicznych i przyswojeniu szczegółowej wiedzy, jak na soft-skillach, radzeniu sobie z zarządzaniem ludźmi, często przecież w sytuacjach kryzysowych i stresujących. Pamiętamy o naszym motto, o którym wspominałem na początku artykułu: Projekty = Ludzie. Dopóki będziemy rozwijać się jako człowiek, dopóty będziemy rozwijać się jako profesjonalista. Prędzej czy później każda minuta spędzona na kursach i każda złotówka wydana na egzaminy zaowocuje, tego jestem pewien.
Zysk pozafinansowy
Jeśli chodzi o argumenty drugiego obozu, a mianowicie zysku niematerialnego/niefinansowego, to poniżej zestawiłem kilka faktów, potwierdzonych doświadczeniem, dlaczego zdecydowanie warto zainwestować w siebie:
- Zagraniczne firmy, a zwłaszcza mega korporacje zwracają bardzo duża uwagę na profesjonalną certyfikację.
- Nasza wiarygodność, zrozumienie tematu i profesjonalizm wzrastają w oczach naszych przełożonych oraz kolegów.
- Uczymy się zarządzania w każdym możliwym spektrum tego słowa.
- Podnosimy kwalifikacje, stajemy się lepsi, szybsi i niezastąpieni w naszej dziedzinie.
- Stajemy się bardziej odpowiedzialni i przede wszystkim pewni siebie, co w świecie Project Managementu jest kluczem do sukcesu.
Ostatecznie certyfikat to nie tylko dodatkowy atut w CV, ale też sposób na rozwój, który zwiększa naszą wartość na rynku pracy i w oczach zarówno pracodawców, jak i nas samych. To inwestycja, która może przynieść wymierne korzyści, jeśli połączymy ją z praktycznym doświadczeniem i ciągłym doskonaleniem umiejętności. Plus całym wiadrem szczęścia.
Wskazówki nie tylko dla początkujących
Zanim zakończymy nasze rozważania, chciałem zwrócić uwagę na dwie duże wskazówki, które mogą przydać się nie tylko poczatkującym, ale i tym bardziej doświadczonym adeptom ulotnej sztuki Project Managementu. To szybkie i dla wielu pewnie oczywiste tipy, które mam nadzieję pomogą i ułatwią Wam nieco odnalezienie się w gąszczu szkoleniowego świata:
- Większość szkoleń stacjonarnych/szkoleń zorganizowanych jest po prostu droga. Pod warunkiem, że czujemy się na siłach – da się temu zaradzić. Z mojej strony nieocenioną stała się platforma UDEMY. Za naprawdę niewielkie pieniądze (a czasem i za darmo, gdy nasza firma posiada licencje dla pracowników) uzyskujemy dostęp do gigantycznej bazy wiedzy, gotowych kursów, testów, sprawdzianów, dyskusji, komentarzy i multimediów. Praktycznie za każdym razem, gdy nie korzystałem ze zorganizowanego kursu – dzięki UDEMY zdawałem egzaminy bez problemu. Dodatkowym atutem jest fakt, że to my ustalamy kiedy się uczymy, kiedy sprawdzamy wiedzę i ile czasu poświęcamy na naukę.
- Oprócz szkoleń typowo Project Managementowych, polecam zainteresowanie się innymi obszarami i dziedzinami naszej branży – w efekcie poszerzamy nasz horyzont i jesteśmy w stanie zrozumieć zależności między procesami, filarami organizacji czy metodykami. Takimi szkoleniami są chociażby Lean/Lean Six Sigma czy ITIL. Już w podstawowej wersji obydwa te szkolenia są naprawdę pomocne. Lean Six Sigma uczy nas zarządzania jakością i procesami ale w ujęciu szerszym, niż tylko to projektowe. ITIL jest natomiast flagowym frameworkiem Service Managementowym – pokazuje, jak działają Operacje i ich procesy składowe. Jest to o tyle istotne, że każdy projekt kiedyś się kończy – a przekazanie gotowego rozwiązania do Operacji to nieodzowna cześć cyklu jego życia.

Podsumowanie
Prawdę powiedziawszy, nie spodziewałem się, że zamiast artykułu na bloga stworzę epopeje narodową na temat Project Managementu. Ceniąc sobie Wasz czas, pora jednak na podsumowanie.
Czy certyfikat jest kluczem do sukcesu w roli Project Managera? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana niż to, co znajdziesz w podręczniku PMBOK (i to nie tylko dlatego, że jest grubszy niż niejedna książka przygodowa). Certyfikaty, takie jak PMP, SAFE czy PRINCE2, to na pewno cenne narzędzie, które może otworzyć niejedne drzwi do kariery, zwłaszcza w branży IT. Jednak nie zapominajmy, że sam blask certyfikatu nie sprawi, że staniemy się mistrzami w zarządzaniu projektami. Potrzeba czegoś więcej.
Pomijając kwestie formalne, certyfikaty zapewniają solidną podstawę wiedzy, lecz prawdziwym kluczem do sukcesu w pracy Project Managera są umiejętności interpersonalne, praktyczne doświadczenie i umiejętność zarządzania chaosem… bo, przyznajmy to sobie szczerze, projekt to nic innego jak kreatywny proces zarządzania chaosem. Nierzadko kończący się katastrofą!
Zatem, jeżeli Twoim celem jest pozyskanie certyfikatu, pamiętaj, że to tylko jeden element układanki. To jak kupowanie drogiego narzędzia bez instrukcji obsługi – certyfikat może otworzyć drzwi, ale to Ty musisz umieć przejść przez nie z uśmiechem na twarzy i z głową pełną pomysłów.
Na koniec, nie zapominajmy o najważniejszym pytaniu: czy certyfikat zwróci się w postaci wyższych zarobków i potencjalnie ciekawszych zawodowych wyzwań? Odpowiedź brzmi: „Być może”. Ale bez względu na to, czy sięgniesz po certyfikat, czy nie, pamiętaj, że w zarządzaniu projektami najważniejsze to być elastycznym, cierpliwym i gotowym na wszystko… no, prawie na wszystko – bo z reguły najlepsze plany muszą zostać dostosowane do rzeczywistości.
Mike Tyson powiedział kiedyś, że
Każdy ma świetny plan, dopóki nie dostanie w mordę.
Czy trzeba dodawać coś więcej?
Jeśli naprawdę chcesz być świetnym Project Managerem, zacznij od rozwoju umiejętności, a certyfikat niech będzie w pełni zasłużoną wisienką na torcie. Czy profesjonalna certyfikacja zrobi z Ciebie świetnego PM-a? Nie. Ale bez niej może się okazać, że nigdy nie dostaniesz szansy, by to udowodnić.
Powodzenia.
***
Jeśli interesuje Cię tematyka certyfikacji, zajrzyj również do innych artykułów naszych ekspertów.
Zostaw komentarz